21 maja 2015

Futrzaki i trzydzieścioro sześcioro dzieci czyli jak postradałam zmysły.



Cztery metry bieżące brązowych kłaczków powtykanych we włókna gęstej siatki włochatego polaru, porządna paka silikonowych sprężynek uwikłanych w gęstwinę puszystych chmurek, setki metrów nici, 72 łatki z filcu, 72 futrzastych uszek, 144 łapki i nóżki, 18 godzin ciągłej pracy przy maszynie, wieczory planowania, obliczania, wymyślania, kilkanaście tysięcy wkłuć igły, i najważniejsze 36 dziecięcych nosków wtulających się w futrzastych przyjaciół, 360 paluszków upychających  dzielnie silikonowe kulki i uśmiechy na okrągło. 
To był kawał dobrej roboty, liczne wyrzeczenia i poświęcenie ale warto było bo zajęcia w przedszkolu swoich dzieci można prowadzić tylko raz w życiu i udało się. 
Nie mam zdjęć bo moje ręce były wyjątkowo mocno zajęte w tym czasie ale został wyraźny ślad mojego/ naszego zajęcia: 36 zadowolonych dzieci a wśród nich moje kochane dwa zuchy bez których nie byłoby całego zamieszania. 
Jest jeszcze krótka, filmowa relacja :-))) Zapraszam.




18 maja 2015

Brak czasu a brak chęci.

O ile połączenie czasu i chęci stanowi wenę o tyle ja nie posiadam, żadnej z tych rzeczy. Wyjałowiły mnie małe futrzaki, o których mam nadzieję, niedługo będę mogła napisać. 
Posiadam nagły napływ chęci zwykle gdy absolutnie nie mogę się zająć tym co wymyśliłam a czas posiadam wtedy gdy zupełnie nic mi się nie chce. Kolejną wymówką jest problem z sesjami fotograficznymi. Albo nie ma pogody, albo nie ma chęci, albo nie ma czasu. 
Dziś natomiast siedzę w domu z obolałą Esterką. Boli ucho. Boli ucho na poważnie. I tak jak od marca minionego roku dzieci nie chorowały tak tej wiosny zaczynając od ospowego marca średnio co dwa tygodnie, któreś z dzieci choruje. Moja wizyta a Antonim u lekarza opisana w poprzednim poście skończyła się ponad trzydziestodziewięcio stopniową gorączką w majówkę. Zła diagnoza? Po antybiotyk poszłam już do innego lekarza więc nie czekałam dwóch godzin i szczęśliwie nie natknęłam się w poczekalni na nikogo niemiłego. A teraz przyszła kolej na Esterkę i jej zapalenie ucha... oglądamy bajki, czytamy książeczki i jemy naleśniki z bananami i bitą śmietaną. Dostałam od Estery wolne na kawkę przy komputerze więc piszę...
Dziś prezentuję kominokaptur z dzianiny. Niestety, kurtka do której mi pasował uległa degradacji...
Jak widać, zdjęcia zrobione dawno temu. 

Nie mam na nic czasu...




Nie mam głowy...