27 marca 2015

Ramy wdzięczności

W naszym kraju nie szanuje się rękodzieła. Liczy się więcej i taniej jak głoszą hasła reklamowe. Jesteśmy zalewani tonami plastikowego badziewia prosto z chin o mizernej jakości i tragicznym, często kiczowatym wyglądzie. Nie wspomnę już o sklepach "japan style"  serwujących chałę w mistrzowski sposób operując możliwościami programu Photoshop. No i wspomniałam. 
Ale jak mają szanować jeśli nie szanują siebie na wzajem. Nie szanują zwykłej codziennej pracy innych często w trudzie i w znoju . Ile kosztuje godzina dziergania? Ile kosztuje godzina głowienia się nad wykrojem sukienki? Ile kosztuje godzina zamiatania ulic a ile godzina kontroli kierowniczej?Chcieli by darmo i w pierwszej kolejności. Nie szanują bo nie mają pojęcia cóż ta praca znaczy. Gdyby prezes zarządu łaskawie wziął się za mop i na jeden dzień zamienił się z Panią Danusią na pewno by znienawidził tę pracę ale czy by uszanował pracę innych? Wątpię. To wynika z mentalności. Bo jeśli ktoś może ustąpić miejsca kobiecie w ciąży wytłumaczcie mi zachowanie tej pani w futrze, która z drugiego końca autobusu trzema zdrowymi susami dosiada zwolnionej miejscówki. Nie żebym miała coś przeciwko futrom ale ten model jakoś mi pasuje. Skąd to zgorzknienie tej trzeciej, która nie ustąpiła, i do swojej koleżanki na głos mówi "zrobiła se to niech se nosi". Może łatwo oceniam ale swoje też wiem. Nie szanuje się ludzi, nie szanuje się ich pracy. Nie zrozumieją póki sami nie uświadczą.
Byłam dwa razy w ciąży: ani razu nie ustąpił mi miejsca w autobusie, metrze, kolejce w przejściu żaden mężczyzna. Panowie: wstydźcie się. Ani razu nie ustąpiła mi żadna pani w czapce z nutrii. Ustępowały mi kobiety trochę starsze ode mnie, takie które świeżo urodziły albo dobrze pamiętają czasy toczenia się z brzuchem po mieście. Dlaczego? Dlatego, że one znają moją sytuację, rozumieją trud. "Po co łazi z brzuchem. Sie pcha do autobusu. W domu niech siedzie niech!" wykrzykuje ta z martwą nutrią na głowie. A że ta z brzuchem jedzie właśnie na ostatnią wizytę u lekarza przed porodem tego już nikt na głos nie powie. Nikt nie powie: ona już dziś będzie tulić swoje dzieciątko w ramionach. Nikt nie pomyśli, że to maleństwo za dwadzieścia lat będzie pracować na emeryturę tej czy tego, który przeklina przyszłą matkę, że za dużo miejsca zajmuje. Nikomu przez myśl nie przejdzie, że to może być ten człowiek, który poda ostatnią szklankę wody. Nie szanuje się ludzi, nie szanuje się ich pracy. Nie zrozumieją póki sami nie uświadczą.
Jeden szlachetny pijaczyna chwiejąc się ustępuje miejsca. Chwilę temu obrzucony pogardliwymi spojrzeniami wsiadł do autobusu. Albo inny typ o słusznej posturze, wyglądający na takiego spod ciemnej gwiazdy w zatłoczonym autobusie bierze w obroną drobną przyszłą matkę. Długimi ramionami odpycha się od ramy okna biorąc na plecy cały tłum pasażerów podczas gdy przed nim w powstałej przestrzeni między ramionami, nim i szybą wdzięczna stoi ona: młoda, drobna przestraszona przyszła mama.  Prawdopodobnie dzięki takim typom nasz świat jeszcze istnieje. 
Szanuję ludzi, szanuję matki z dziećmi i starców, szanuję ich pracę i historię.

Szanuję rękodzieło.
Dziś chciałam w ramach wdzięczności zamieścić parę fotografii rzeczy, które dostałam od kilku zdolnych dziewczyn: 

Chusta Gail od Kasi

Przepiśnik od Agafii

Mitenki od Amanity
Kucyk Pinki Pie od ebris

Kula na motek od Beaśki


Łapka i koszulka na jajko od Agnieszki


Bransoletka od Magdy


Omotana od Maryś

Komplet biżuterii od Nitki 
Mozaikowe lusterko od Magdy
Była jeszcze bransoletka od incognito, którą niestety zgubiłam. Taka ładna...


Niech ten post będzie moim skromnym hołdem Waszej pracy :)

24 marca 2015

O małym zamieszaniu i co z niego wynikło

Życie jest wielkim, żeliwnym kotłem w gotującą się zupą. Im smaczniejsza tym smakowitsze życie, tym bardziej ślinka cieknie na następujące wydarzenia. I zupa jak to z zupą, czasem trzeba zamieszać bo inaczej się przypali. 
Do kotła mojego życia wrzuciłam candy. To ta micha rzeczonej zupy, którą miałam się z Wami podzielić. I dzielę. Wyniki poniżej w rączkach mojego sześciolatka i to właśnie łycha z gara jego życia zamieszała w moim garze acz w sposób łagodny. Na pewno się nie przypalę ;) tymczasem życie Antka powolutku pyrka sobie na wolnym ogniu bąbelkując ospowymi ciekawostkami. I ciśnie mi się hasło reklamowe nieco sparafrazowane "nie drap się nie wystarczy". Ja tymczasem przebywam z pierworodnym w domu i kurujemy co się da. 


Dzieci najlepiej się rysuje gdy oglądają bajkę :)



Zwyciężczynię proszę o kontakt mailowy :))) Gratuluję :)))

20 marca 2015

Ostatnie chwile candy

Kto widział dzisiejsze zjawisko astronomiczne?
No. Zaćmienie, w prawdzie się szybko skończyło ale candy jeszcze trwa do jutra do północy. Gorąco zapraszam bo szczerze fascynują mnie Wasze pomysły i nie mogę się doczekać wyniku :)
Pozdrawiam Was słonecznie: bez ściemy :D




11 marca 2015

Koń andaluzyjski

Dziś znowu galopem bo czas goni.
Udało się już jakiś czas temu ujarzmić tą bestię pomału kreska po kresce,wyprowadzając ją za uzdę pędzelkiem ze stajni słoiczka z farbą, jak już kiedyś pisałam, wyprowadzam narowistego na polanę lnianej poduszki.
A koń jaki jest każdy widzi :)





Candy jeszcze trwa!

4 marca 2015

Zapachniało powiewem wiosny

Marzec serwuje nam w tym roku sporo rozrywek atmosferycznych. Rano odsłoniłam roletę z nie małym zaskoczeniem. Widok śniegu to nic szczególnego, jednak wczorajszy dzień żegnał nas pięknym, złocistym zachodem słońca. Właściwie od początku tego miesiąca wydarzyło się w pogodzie prawie wszystko: świeciło słońce, padał deszcz, sypał śnieg, deszcz ze śniegiem, grad, była burza, pewnie gdyby się dobrze rozejrzeć gdzieś znalazłaby się i tęcza. To wszystko przekonuje nas, że mamy marzec.
Moje odliczanie zaczęło się już na dobre i codziennie obserwuję kratki kalendarza: jeszcze 17 dni wg. Moich obliczeń. Już kwitną krokusy i przebiśniegi. Już nabrzmiewają liściowe pączki jeżąc omszałe łuski otulające blade zalążki  zieleni. Zapach wiosny odurza póki do rzeczywistości nie przywoła nas chłodny powiew wiatru z północy. Jest marzec. Nie ma na to rady. Ale wiosna tuż tuż- stroi pstrokate suknie :)
Dzisiaj w temacie późnowiosennym: dmuchawce osobiście malowane na lnianej poszewce. Obecnie własność Magdy. Obiekt wymianki z mojej strony. Do mnie przyleciała cudna ważka, którą niedługo się chętnie pochwalę.



Ps: Dziękuję za słowa wsparcia w poprzednim poście ;) Niemniej jednak dalej uważam, ze noszenie czegokolwiek na głowie prócz kaptura nie leży w mojej naturze. Z resztą: to czapka męża ;P