25 sierpnia 2014

Marzenia do spełnienia


***


Przyszło mi na myśl, że marzenia są jak babie lato. Wędrując przez łąkę zwaną myślami, krzyżujesz swoją ścieżkę z przelotem marzenia. Cieniusieńka niteczka jak z bajki łaskocze policzek i rzęsy...

20 sierpnia 2014

Torba wakacyjna

***


Czy czujecie, że coś się zmienia? Długie cienie o poranku, rześkość powietrza, skóra prosząca o sweter? 



Jesień idzie. Nie ma na to rady.



A jesień ma kolor żywicy: każdy się z tym zgodzi. Lato znów jest pracowitym robaczkiem co to zawsze gdzieś idzie, nie wiadomo gdzie między źdźbła traw. Natomiast pora jaką teraz mamy jest zastygłym w bursztynie stworzeniem. Ciepły w dotyku, nader lekki, pod słońce błyszczący, miodowy z tajemnicą uśpioną z opowieścią dla przyszłych pokoleń, wspomnienie lata tętniącego życiem. Jeszcze nie później ale już nie przedtem.

18 sierpnia 2014

14 sierpnia 2014

Wakacyjna opowieść. Rozdział II ♥ Bałtyk


Dzień przed wyjazdem było pochmurno. Pojechaliśmy nad Wigry, potem do Suwałk. Wracając lało jak z cebra. 30 km jechaliśmy chyba dwie godziny. Ale deszcz miał tu mały udział. Remonty. Wszędzie. Nazajutrz mieliśmy zacząć drugi etap wakacji więc wykluczyliśmy ten odcinek drogi z naszej trasy. 
Do Władysławowa jechaliśmy wzdłuż północnej granicy. Piękne krajobrazy. W szczególności Góry Sudawskie. Niestety jak się jedzie czterysta kilkadziesiąt kilometrów przez ponad pięćset z powodu objazdów i remontów i spędza w samochodzie zamiast siedem dziesięć czy jedenaście godzin to nawet najpiękniejsze widoki mogą zbrzydnąć.  Na nic się zdał nasz szczwany plan ominięcia Suwałk...  W Gdańsku byliśmy o 21 a na miejscu jakąś godzinę później. Gdy położyliśmy się spać przed oczami były tylko pachołki i biało czerwone ostrzeżenia na krawędzi drogi. 


Na drugi dzień po śniadaniu poszliśmy na plażę. Dzieciom zasłoniliśmy oczy, wynieśliśmy bliżej morza. Odsłaniamy. Zachwyt :D buzie otwarte, uśmiechy niemal dookoła buzi. To były szalone dni. Zupełnie inne od tych spędzonych w ciszy nad jeziorem. Hartowaliśmy się. Doniesienia wykazywały temperaturę wody poniżej dziesięciu stopni  :D W pierwszym zderzeniu z bałtycką rzeczywistością łamało w kościach. Potem można było przywyknąć ale zanurzenie się powyżej pasa wymagało sporej odwagi. Dosłownie zapierające dech przeżycie. Kąpaliśmy się kilka razy. Tak niska zimna woda była zasługą wschodnich wiatrów wypychających wody głębinowe ku wybrzeżu :D było ekstra :D 
Poza wodą upał. Szybko można było się ogrzać na słońcu. Wszyscy się opaliliśmy nawet dzieci smarowane pięćdziesiątką. Pogoda była fantastyczna. 
Jedliśmy lody, gofry, rybki, wieczorem grill :) Było wesoło jako, że był z nami jeszcze mój brat w rodzinką a na dwa dni dołączyli jeszcze znajomi z kolejną dwójką przedszkolaków. Dużo dzieci, dużo zabawy, dużo gwaru. 
"Na mieście" też duży gwar i szaleństwo straganów, sklepików, butików, knajp czy bud z jedzeniem.
Byliśmy w porcie, płynęliśmy statkiem. Dzieciom się podobało. Mnie też. 
Byliśmy w lunaparku. Jechaliśmy młynem. Dzieciom się podobało. Mnie też. 
Byliśmy w muzeum motyli. Dzieciom się podobało. Mnie też. 
Jechaliśmy pociągiem na Półwysep Helski. Dzieciom się podobało. Mnie też.
Jednego dnia na plaży była mgła . Niesamowity widok. Taki... dziwny. Statki wyglądały jakby unosiły się dwa metry nad wodą. Było widać na jakieś 100-200 metrów. Morze zlewało się z niebem. Nie było horyzontu! Tego dnia zbudowaliśmy zamek.
Następnego dnia bardzo wiało. To była idealna pogoda na czytanie książki na plaży. Nasz zamek zniknął wraz z przypływem. W ruinach innego zamku dzieci zrobiły muzeum kamieni. 
Ostatniego dnia morze, w porównaniu z poprzednimi, było cieplusieńkie niestety czas był wracać do domu. 
Jeżeli usłyszę marudzenie, że Bałtyk jest słaby to nu-nu-nu! Bałtyk jest super. Ma charakter. To morze dla odważnych i wytrwałych. To nie wanna z jacuzzi. Jeżeli ktoś jedzie nad Bałtyk i burczy, że woda zimna to tak jakby ktoś jadąc w Alpy marudził, że za wysoko. Ma być zimno. To już jest północ. Amen.
:)











12 sierpnia 2014

Wakacyjna opowieść. Rozdział I Burbiszki


Planowane wakacje mają to do siebie, że zaczynają się w dniu planowania. Zaczynają się od pierwszego zastanowienia "gdzie". Chwilę wędruje się myślą po mapie wewnątrz głowy niczym motyl szukający najodpowiedniejszego kwiatka. Ten nie, ten nie, ten nie... aż myśl z drżeniem skrzydeł osiada w miejscu wymarzonym. W tym momencie wodzi się już nie myślą a palcem po mapie. Zwiedza się okolice a w głowie już zażywa kąpieli. Kilka następnych jeszcze dni zagląda się do mapy, najchętniej tej zaopatrzonej w zdjęcia satelitarne. Potem na jakieś dwa tygodnie przed urlopem wakacje zamykają się w kokonie aby dojrzewać. Przez tydzień się o nich myśli jak o bajce a potem powoli wakacje się przepoczwarzają. Prasuje się skrzydełka i ubrania, zbiera siły i najpotrzebniejszy ekwipunek. Ostatni dzień w pracy (o zgrozo! czemu zawsze ten ostatni jest najdłuższy i na koniec jeszcze zwalają się obowiązki nie cierpiące zwłoki?!) 


W reszcie w domu gorączka pakowania. Wszystko prawie już gotowe. Na zajutrz wyjeżdżamy. Budzik nastawiony... na za tydzień. Tak to jest w tych smartfonach, że przez omyłkę i nieuwagę budzik zawsze ustawia się na za tydzień i jeden dzień dalej. Spimy zatem do dziewiątej prawie. Kawka, szybkie śniadanie nad blatem... ja zapomniałam zjeść swojej bułki a może nie mogłam jej wcisnąć do brzucha pełnego motyli? Udało się wreszcie wyjechać tylko z godzinnym opóźnieniem... jak na zaspanie to i tak dobry bilans. 26 lipca o 11 wyjeżdżamy z parkingu. Płyny sprawdzone, samochód umyty, diesel zamruczał przyjemnie, na celownik bierzemy północny wschód. Jedziemy na Suwalszczyznę do miejscowości przy samej granicy litewskiej o przeuroczej nazwie Burbiszki. Podróżując po mapie odkrywam miejscowość Tauroszyszki, dla której to nazwy bez wahania mogłabym zamieszkać w owej wioseczce. 


26 lipca 2014 to nie tylko pamiętny dzień ze względu na wyjazd. Rozpoczęłam korespondencję SMSową z bliską koleżanką, która na ten dzień miała wyznaczony termin porodu. 
"Hej. My już w drodze na wczasy. Mam nadzieję, że Franek będzie grzeczny i nie będzie kazał długo na siebie czekać. Dziś mi się śniło, że urodziłaś w dwie godziny i zadowolona a wiesz, sny z piątku na sobotę się spełniają :)" 
W odpowiedzi dostałam wiadomość, że Iwona jest w szpitalu ze skurczami bo przecież taką miała umowę z Frankiem i trzymają się planu.
Podróż była długa i gorąca. Tak to jest gdy jeździ się niemal zabytkowym autem. Do żółtych blach brakuje nam już tylko jednego roku i garażu. Na drogę wzięłam sobie szydełkową robótkę, o której niedługo napiszę ale gdy już wyjechaliśmy z Mazowsza aż żal było tracić widoki. 

Na miejscu byliśmy chyba koło 17. Od razu poszliśmy nad jezioro gdzie czekała nas pozorna cisza. Gdybyście słyszeli ten gwar ptaków, owadów, szelest liści... Trzeba było dłuższą chwilę przyzwyczajać się do tego rodzaju ciszy. W pierwszej chwili myślałam, że to szum w mojej głowie. Potem przywykłam i odczuwałam już tylko spokój... 
Spokój? Iwona ciągle nie pisała, nie dzwoniła, nie chwaliła się. Od południa, kiedy to pisała mi o skurczach co 4-5 minut minęło wiele długich godzin. I ciągle mijały. Kolejne i kolejne. Słońce już dawno zaszło a telefon milczał. Martwiłam się. Ileż może to trwać?
Wróciliśmy do pokoju. Zdążyliśmy wykąpać dzieci, uśpić je, wypić po zasłużonym piwku na koniec dnia. Nadal cisza. Poszłam zmyć z siebie podróż gdy małżonek złapał za klamkę z telefonem w ręku. 
"Myślę, że chciałabyś to przeczytać". 
Czytam krótkie zdanie 
"Już po wszyscy cali i zdrowi" Kamień z serca spadł z ciężkim łupnięciem. Mogłam iść spokojnie spać. Gratulacje Iwona :))))
Nad wodą czas nam płyną leniwie acz zdecydowanie jednak płynął. Tydzień minął jak z bicza strzelił. Robiliśmy wszystko co da się robić nad wodą z dala od cywilizacji. Opalaliśmy się, pluskaliśmy w wodzie, co niektórzy pływali, paliliśmy ogniska, malowaliśmy, czatowaliśmy na ważki by przyjrzeć im się z bliska, oglądaliśmy wschody i zachody, próbowaliśmy oglądać gwiazdy, bawiliśmy się, siedzieliśmy na ganku rano popijając kawę wieczorem piwo, nader wszystko chłonęliśmy przyrodę jak gdyby na zaś. 
Było cudownie ale to nie koniec wakacyjnej opowieści. Resztę napiszę kiedy indziej, nie chciałabym was zanudzać i dziękuję za atencję tym, którzy dobrnęli do końca ;)