16 września 2013

Jeszcze w zielone gramy

Pamiętam, dawno temu jaki dzień był wtedy długi. Patrzyłam przez kuchenne okno wychodzące na zachód jak słońce łagodnieje pochylając się nad horyzontem, a potem, napatrzywszy się na nie, zamykałam oczy i widziałam, powtarzające się, jeden za drugim, krążki niczym dropsy rozsypane z rozdartego papierka. Marzyłam wtedy o dropsach. Później słońce zachodziło a ja czekałam na kolejny zachód, żeby oglądać dropsowy spektakl słońca rozgrywający się pod moimi powiekami. Doba trwała wtedy z tydzień... 
Dziś mój tydzień trwa nie dłużej niż jedno popołudnie a ja na nic nie mam czasu... moje zapracowane nic-nie-robienie odbija się obustronną ciszą na moim blogu. Ja nic nie piszę -Wy, siłą rzeczy, nie odpisujecie. Pierwsze tygodnie pracy pochłonęły mnie w zupełności. Miesiąc sierpień był dla mnie męczący mimo, że w pustym, bezdzietnym domu odpoczywa się bezbłędnie. Gdy z początkiem września dzieci poszły pierwszy raz do przedszkola, ja nie mogłam spokojnie skupić myśli. Po pierwszym dniu przez nie tam spędzonym, pędziłam do nich jeden krok na ziemi i dwa w powietrzu z obawą czy dobrze spędziły dzień. Bardzo dobrze. Kolejne dni obfitują nowymi wersami wierszyków i angielskimi słówkami i mimo, że codziennie twierdzą, że do jedzenia były tylko kanapki nie martwię się o nie. O ile nie są chore... Z obawą odbieram telefony... czy oby na pewno nie są z przedszkola? Stało się... były. W piątek odebrałam Esterkę z zapłakaną buzią dużo wcześniej niż zwykle. Antosia dopadło w niedzielę... Zmartwił się bardzo, że nie pójdzie do przedszkola. Ale ja zmartwiłam się jeszcze bardziej patrząc na pędzącą miarkę termometru. 
W przychodni Antek spał na rękach. Numer 15... podczas gdy przyjmowany był dopiero szósty... Jedna z Pań pracujących w przychodni zaniepokoiła się widząc go. Podeszła, zapytała, dotknęła czoła Antka... Poszła do gabinetu po czym po chwili przyszła po nas. "Nie można zwlekać w takiej sytuacji"(Dziękuje!) Rodzice w wcześniejszymi numerkami byli oburzeni... wierzcie mi: gdy Wasze dziecko będzie się przelewało przez ręce, a moje raptem siorpało nosem przepuszczę Was bez zastanowienia.... 
Teraz śpią kolejne godziny... Zawsze gdy chorują czuję się jakby mi kto dwie tony gwoździ, żyletek, zardzewiałych prętów i gruzu wrzucił na grzbiet... Tak bardzo bym chciała, by czas płynął jak zwykł płynąć ostatnimi czasy...

Żeby nie było tak smutno załączam zdjęcia:


Esterka w zeszłym tygodniu skończyła trzy lata :) była zafascynowana tortem jaki jej zrobiłam :) A o prezencie jaki dostała od chrzestnego mówiła mi pół godziny przed jego przybyciem: strzał w dyche!


A ta koszulka nie jest taka zwykła... kupiłam ją ze względu na nadruk. Antoś uwielbia Monster Trucki. Koszulka zaobserwowana na ciucholandowej wystawie była na rozmiar 8-9yr: już nie jest ;P teraz pasuje idealnie na mojego przedszkolaka :)