21 czerwca 2013

Zmiany

Mamy czerwiec, tak? Kwiatek na zdjęciu to grudzień, tak? I o co tu chodzi? :P
Tak na prawdę zakwitnięcie mojego jedynego kaktusa, którego toleruję jest tylko pretekstem do wyjawienie tajemnicy... no może bez przesady z tą tajemnicą... 
Ekhm: mamy przeprowadzkę... Moje twórczości chwilowo stanęły w miejscu. Ale mam nadzieję, że już za kilka dni gdy się ogarniemy ruszę z pełną parą i zapałem. A póki co zbieram resztki sił do pakowania... nienawidzę tego. Najchętniej zostawiłabym wszystko, wzięła torebkę, dzieci za rękę, przekręciła klucz i wyszła. Liczę, że to przedostatnia przeprowadzka a następna już na swoje włości na Kolenije, o których kiedyś mam nadzieję opowiem :) Oby! 
To co... jak już się ogarnę to zapraszam do "siebie" na kawę :)


17 czerwca 2013

Życie jako nauka spontaniczności a może na odwrót?

Jeśli ktoś z odwiedzających nim przeczytał ten wpis pierw obejrzał fotografie mógłby pomyśleć "kolejna nudna, jarmarczna relacja". Nic bardziej mylnego bo nie jest to zwykła relacja ze zwykłej wizyty gdzieś na zamku jako zwykły turysta.
Znacie Ebris? Ha! Ja znam! Od dawna jestem zdania, że jest to osobowość naszego blogowego świata wyjątkowo mocno warta poznania do tego stopnia, że warto wsiąść w samochód i przebyć dla Niej te ponad sto kilometrów. Ja tak właśnie zrobiłam. Gdy tylko zaproponowała mi spotkanie w Oporowie od razu się zgodziłam! Czyli byłam rada na to spotkanie :) 
Ebris należy do grupy rekonstrukcji historycznej (nie wiem czy dobrze mówię ale ja to tak pojmuję) Na zdjęciu poniżej Ebris uczy mnie tkać krajki! Strasznie mi się to spodobało. To takie przyjemne zajęcie :) Właściwie od krajek się zaczęło bo poprosiłam niedawno Ebris aby mnie nauczyła. Nie sądziłam wówczas, że nauk będę zażywać osobiście... Następnym razem przerobimy "tabliczki" ;)


Wyobraźcie sobie ten niesamowity klimat jaki panuje wchodząc do obozu. Płócienne namioty wkoło. Ludzie: dorośli i dzieci w pięknych strojach. Na stole gliniane kubki i garnki. Panie zaplatają warkocze wokół głowy. Na środku obozu, w kociołku zawieszonym nad ogniem gotuję się zupa serowa ;P To znaczy sama się nie gotuje bo gotowali panowie. I tylko co chwila słychać wystrzał... to też panowie. 
Była bitwa... w wersji kabaretowej. Przegrana obrońców zamku była efektem niepłacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego ;P



I był teatrzyk nie tylko dla dzieci. Szczególnie bajka o Dziewczynce Irence ;)




Czas tak szybko minął. Wiadomo. Na szczęście pozostało kilka fotografii, wspaniałe wspomnienie i nadzieja na następne spotkanie. Cóż więcej? Mogłabym się rozpisywać ale to jest nie do opisania. To trzeba przeżyć samemu :) 

Dziękuję Ebris za spotkanie :)
Dziękuję Justynko, że mi towarzyszyłaś w wyprawie :)

Mam nadzieję, że powtórzymy wypad może w wersji bardziej zaawansowanej? Może za rok? A może wcześniej. W końcu w Polsce mamy tyle zamków :)

Ach! I chciałam jeszcze dodać i jest to wypowiedź dotycząca wszystkich moich przyjaciół:
Jest do dla mnie ogromny honor, że zechcieliście się ze mną zaprzyjaźnić!
Serio. Mówiąc po dzisiejszemu jest to dla mnie MEGA :D
Houk!

10 czerwca 2013

No 4 i szaleństwo

Powiem Wam, że mam dobrą bratową. Nie będę wnikać w szczegóły ale wierzcie mi :) Specjalnie dla niej zrobiłam kolejną bransoletkę. Ciekawe czy natknie się na posta nim ozdóbka dotrze do rąk własnych ;P Lubię robić rzeczy z myślą o kimś. To jest dla mnie o wiele milsze niż robienie czegoś dla samego robienia. Ale strasznie nie lubię być przy wręczaniu bo jakoś się krępuję... zwykle spycham ten obowiązek na kogoś innego (brata, męża itd.) 


A dziś korzystaliśmy z dziury między chmurami na poskakanie po kałużach. Radość ogromna :) Ostatnimi czasy jeśli tylko nie pada jesteśmy na dworze. Mało nas w domu. Mało robótkuje. Na ten przykład tą bransoletkę robiłam prawie miesiąc... Wciągnęło mnie życie na tyle skutecznie, że zaniechałam fotowyzwania... W miniony weekend nawet komputera nie tknęłam. Ale widzę, że mój blog żyje. Bardzo serdecznie witam nowe obserwatorki. Jestem zaskoczona liczbą osób, które zechciały podglądać moje poczynania i jeszcze bardziej zdumiała mnie liczba zgłoszeń do candy! Dziękuję Wam. To dla mnie niezmiernie miłe!




A to Antoś w roli kaloszostwora :P 

***
Pozdrawiam Was gorąco i słoneczka życzę :)


7 czerwca 2013

Zrobione przez...

...moją Babcię...


Wiadomo po kim odziedziczyłam dłubanie choć powiem Wam w sekrecie, że moja mama kiedyś też dziergała więc we mnie widocznie nastąpiła kumulacja genu twórczości ;)

5 czerwca 2013

Ulubiona książka

Nie mam jednej ulubionej. Nawet gdybym miała jest to mało istotne jaką lubię bo i tak przypuszczam niewiele osób się o nią otarło. Kiedyś pisałam o takiej jednej. Jeśli kogoś to interesuje to zapraszam tu. Tymczasem moją interpretację uogólnię do ulubionej tematyki. Jakiej? Domyślcie się!


4 czerwca 2013

Rytuał

Przychodzi Esterka jak co ranek gdy piję kawę i jak co ranek pyta trzepocząc rzęsami:
-Mogę kakałko?- I ten słodki uśmiech i lekko przekrzywiona na bok główka i patrzące na mnie hipnotyzujące ślepia. Wyjmuję mleko, wlewam do garnka. W momencie gdy wyjmuję z szafki kakao padają  słowa -Ja nasypię!- Esterka sypie trzecią łyżeczkę pytając -Mama, mogę jesce?
-Już wystarczy- odpowiadam. Wlewam mleko Esterka pyta:
-Nie jest golące?
-Nie, jest w sam raz.
-Jesce lulkę! Luzową!- pije- ....aaa... pisne :)
I tak jest codziennie :D


Fajna rzecz

Parę dni temu byliśmy w Czersku na zamku. A tam rozkładał się akurat obóz rycerski... Leżała taka jedna kolczuga. Można było przymierzyć. Najpierw pikowaniec a na to ten cudny sweterek. Pikowaniec pękł w szwach gdy panowie próbowali go przymierzyć. Jakoś się upchnęło. Kolej na kolczugę. Tu należy docenić pomoc giermka. Bez niego ani rusz bo weź załóż samodzielnie takie wdzianko co waży 18kg. W dodatku jest pełne zadziornych kółeczek, które bez problemu pokaleczą twarz i ręce gdy nie będzie się zbytnio uważało. Ponadto trzeba też mieć nieco siły w rękach by toto podnieść tak o i komuś wcisnąć przez głowę. Ja jak się okazało byłam marnym giermkiem bo ani siły w rękach ani wzrostu by dosięgnąć tej głowy. A mój Pan jak się okazało zbyt rosły. Kolczuga w rozmiarze XS! Nie przeszła przez barki. Nie ryzykowaliśmy utknięcia w metalowym sweterku na cały upalny dzień póki się jakiś ślusarz nie zjawi... "Ty... to na mnie wlezie..." I role się odwróciły. Osiemnaście kilo to jakaś jedna trzecia mojej wagi... ciężko w tym oddychać. Gorąco. Metal się nagrzewa. Ponoś w zeszłym roku po Grunwaldzie jeden z rucerzu na napierśniku jajko smażył. Tak powiedziała pani w stroju piętnastowiecznym. Pikowaniec izoluje... Jeszcze hełm... Nic przez to nie widać, duszno, zsuwa się na oczy bo jednak ta psia morda nie na mój rozmiar bo to trzeba mieć łeb! Przyłbice można unieść ale nie ma blokady. Jeszcze miecz w do ręki. Największym wrogiem rycerza jest upał. Upał i nadziak ;) Nadziak służy do ogłuszania i rozłupywania czerepu zakutego delikwenta. Ponoć najskuteczniejsza broń średniowiecza. Się nie dziwię. Ja osobiście dziękuję postoję. Ale nie za długo bo ciężko i gorąco. Dobra. Szybki kurs zdejmowania kolczugi: nachylić się i zsunąć w dół. Udało się. Ulga lekkość. Motylem jestem. Warto się było tak męczyć przez te parę minut? A jak! Toż to było moje marzenie by zobaczyć jak to jest nosić zbroję! Zawsze byłam cichym wielbicielem rycerstwa. Kiedyś zrobię sobie taką jedną... a po co? Bo tak! Bo mam te pięć palców u jednej i drugie pięć u drugiej ręki. Przydatne pięć rzeczy zebrane w całość dłoni. Pięć podobnych a każdy inny, każdy taki przydatny... 
Podpinam się do fotowyzwania u Uli. W prawdzie zaczęło się już wczoraj ale czasu nieraz brak.Temat pierwszy: pięć rzeczy :)


  
Fajny sweterek! Muszę taki mieć :D


A radocha jak dziecko :P