23 maja 2013

Dzień Żółwia

I to światowy! Przynajmniej tak twierdzi mój ścienny kalendarz. A ja mu wierzę bo czemu by nasza żółwina miała nie mieć swojego dnia? A właściwie pan Żółw. Bo jego imię to po prostu Żółw. Jeśli będę miała kota będzie mu Kot a jeśli psa to Pies. Zgadnijcie jak nazywała się moja świnka! 
A mojego żółwia kupiłam z mamą w drugiej klasie podstawówki na samym początku semestru. Był nie wiele większy od pięciozłotówki i tyle też kosztował. To były czasy... Teraz jest już pełnoletni... Lubi siedzieć na kamyczku i opalać się oprócz tego skoki na bombę, łuszczyć się i zjadać surowego kurczaka... Cieszę się, że mam okazję się wreszcie nim pochwalić :) bo lubię tego wariata :) To co? Sto lat panie Żółwiu! :)


Przypominam o moim candy :)

15 maja 2013

Dzień powszedni

Byliśmy dziś na placu zabaw. Tu gdzie mieszkam nie ma blisko żadnego musimy więc jeździć do Piaseczna. Zaskoczył mnie Antek swoją sprawnością i sprytem. Wspinał się dziś przy pomocy liny na bardzo stromą ścianę i bez trudu wspinał się na owockach na zjeżdżalnie... Czasami zastanawiam się czy jestem świadoma jego dorosłości. Z jednej ma dopiero cztery lata z drugiej rozumie i umie wiele rzeczy, które mnie zaskakują. Zadaje mi czasem bardzo abstrakcyjne pytania. Staram się sobie przypomnieć moje myśli gdy byłam w jego wieku by bardziej go zrozumieć. Pamiętam, że miałam gdzieś tyle lat co Antoś gdy wymyśliłam komunizm (jak widać to ustrój na poziomie czterolatka) i rozmyślając o ciele człowieka uznałam, że w przekroju musi być podobny do marchewki... Co kryją zakamarki dziecięcych umysłów to jest fascynujące!
Spędzając mnóstwo czasu na dworze dziergam koralikowe bransoletki... Ta jest dla sąsiadki :) Miała być ciemna i do wszystkiego pasować. Pasuje?


Ostatnio z dziećmi zrywaliśmy mniszki na syrop przez dzieci nazwany miodkiem. Nota bene jego smak jest łudząco podobny jak i również konsystencja i kolor. Właściwości lecznicze, wzmacniające odporność, wspomagające leczenie przeziębień. My wszyscy ciągle jacyś niedoleczeni chodzimy. W domu mamy zimno, na dworze upał, w samochodzie dżumandżi... Mam nadzieję, że syrop nas uodporni na te zmiany temperatur... Przepis pochodzi z kotlet.tv nie będę się więc rozwodzić na temat jego przyrządzenia. Jest pyszny. Po prostu miodzio. 


A ja ostatnio czuję pragnienie twórcze. Tylko jakoś sił mi brak. Dzieciaki ładnie zasypiają po ósmej a ja normalnie nie mam sił... Chce mi się szyć, malować, dziergać i jakoś wszystko sprowadza się tylko do marzeń... ech naturo złośliwa... 

Dobrego dnia!

9 maja 2013

Jak mi było tam hen-hen

Podróż udała się. Dzieci wytrzymały te niemal dziewięćset kilometrów w jedną i dziewięćset  w drugą prawie bez piśnięcia. Pomógł nam w tym między innymi pożyczony podróżny telewizorek jak również mnogość ciężarówek i wiatraków, które niemal stały się dla nich pasją. Po przekroczeniu granicy byliśmy zdumieni, że drogi nie prowadzą przez wszystkie możliwe miejscowości napotykane na trasie jak u nas tylko zgrabnie omijane są z daleka. Ilość wiatraków też była dość zaskakująca podobnie jak solary na większości dachów jak i ich pola niewinnie rosnące obok zboża. A i zboże było zdumiewające bo przyzwyczaiłam się do widoku ugorów. Samochody też zaskakujące. U nas widok pana około pięćdziesiątki w kabriolecie uznawane jest za oznakę kryzysu wieku średniego a tam co drugi to lepszy lub starszy i jest to zupełnie normalne. Ceny nas nie zatwożyły. U nas jest nie wiele taniej a czasem nawet odwrotnie...
Moja rodzina mieszka we wsi Bodenburg ale nie przypomina naszych wsi. Pruska zabudowa, czyściutkie ulice, mili ludzie. Gdy byliśmy w parku jeden pan pozdrowił nas w języku niemieckim. Ja odpowiedziałam a mój małżonek odpowiedział po prostu dzień dobry. "Dzień dobry?!" Pan odwrócił się zdziwiony. "A! To jesteście z Polski?" Zapytał pan w swoim języku po czym padło pytanie, którego nie byłam pewna czy chodziło do kogo czy skąd. Później pan wymienił polskie zachodnie miasta z pytajnikiem na końcu. 'Warszawa' odpowiadamy. Pan zrozumiał. Potem padł ciąg wyrazów zawierających nazwę polskiej miejscowości, która mi uleciała i słowo geboren. Pan urodził się w Polsce, zrozumiałam. Później ustaliliśmy, że nie rozumiemy się zbytnio po czym pan po polsku powiedział nam "powodzenia" :)
Żałuję bardzo, że nie mówię po niemiecku. W szkole zdecydowałam się na francuski, z którego umiem prawie zero i to był mój życiowy błąd, który zamierzam naprawić. Przez tydzień mojej obecności w Niemczech nauczyłam się i uświadomiłam sobie znajomości kilkudziesięciu wyrazów. Nie mam bladego pojęcia o budowie zdań i czasach. W mojej rodzinie mówi się po niemiecku w określonych sytuacjach (kto mówi ten mówi) Mój tata mówi biegle po niemiecku. Jest samoukiem. Moja ciocia mieszkająca w Niemczech siłą rzeczy też mówi biegle podobnie jak urodzone w Niemczech moje kuzynki półniemki oraz mąż ciotki- Niemiec z krwi i kości, który mówi, że polski jest bardzo trudny mimo to rozumie wiele i stara się mówić po polsku kiedy to konieczne. W każdym bądź razie ja postanowiłam się nauczyć się języka w jak najbardziej  komunikatywnym stopniu. 
Przyjęty do naszej rodziny Niemiec jest pilotem. Taka pasja. Poza tym buduje swojego własnego dwupłatowca. Tam karmienie swoich pasji  jest na porządku dziennym. Samoloty, szybowce, konie, instrumenty, inne sporty podczas gdy ja żałuję sobie dyszki na motek włóczki... Ale nie o tym miałam mówić. Torsten zabrał nas na przelot samolotem! Takim małym szkoleniowym. Często śniło mi się, że latam ale nawet nie śmiałam o tym myśleć by stało się to faktem. Wrażenie jest jak najbardziej wyśnione niemal identyczne. Przez pierwsze parę minut gdy wznieśliśmy się już dość wysoko nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Tylko ta namacalność przestrzeni jest bardziej wyrazista od snu szczególnie w tak małej maszynie. Piękne chwile jak dla mnie. Zakochałam się w lataniu! Dzień wcześniej mój M powiedział, że nigdy by nie wsiadł do takiego "składaka" ;P
Nigdy nie mów nigdy! 







 Wracając z lotniska zajrzeliśmy jeszcze na starówkę w Hildesheim :)




 Kiedyś powiedziałam, że nigdy nie wyjadę z Polski. Teraz oświadczam, że już nigdy nie powiem nigdy bo gdy tylko nadarzy się okazja wyjedziemy... Oczywiście Polska to moja miłość ale biedna jest tak zszargana a my razem z Nią... Przecież my tylko marzymy by odetchnąć i oddychać z ulgą... czy to tak wiele?
Wrzucam zdjęcia. Nawet ja się napatoczyłam. Okrągły podbródek to efekt bułek na śniadanie z czym zechcę oraz wieczorne grille z regionalnym piwem ;) no i oczywiście optyka ;) Tylko czemu się tłumaczę? ;P
Ostatnie zdjęcie pozostawię bez komentarza :P



Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. Dobrego dnia życzę!

ps: A! Poduszka się podobała :)